
Listopad to zuo! 2011-11-14 22:38:06
W sobote udalo mi sie polozyc wartste bialej farby na ciemna sciane i spakowac zawartosc naszej kuchni - 10 kartonow no comments... Jak to moja bratnia dusza A. mowi "stara tak sie nam powodzi, ze niedlugo tylkow nie zmiescimy w dzwiach" sad but true. Nawachalam sie oparow farby i cala niedziele naturalnymi metodami walczylam z bolem glowy (kawa, spanie...). Nagimnastykowalam sie przy pakowaniu, ze cala niedziele walczylam z bolem kregoslupa. Najwyzsza pora wrocic do jogi. Jeszcze 3 dni w biurze, 3 wieczory dalszego pakowania. Sypialnia prawie spakowana jeszcze biuro i troche dupereli. W czwartek pozegnanie zespolu, ciekawe jak bedzie. Ostatnimi czasy czesto bylam w biurze nieobecna, ciagle przeziebienia etc. Najwyrazniej nie nadaje sie do pracy na 100% etatu - moje odkrycie po 6 latach. Dzis szaruga i 5 stopni plus, wyniesienie smieci wyczynem dnia, a pizza hawajska ostatnio stanowi podstawe mojego zywienia. Tylko tak dalej :/. To juz koncowka naszego prawie polrocznego zwiazku na odleglosc i za niecale 1,5 tyg znowu zamieszkamy razem. Przerwa byla ciekawym doswiadczeniem, ale juz tesknie za wspolnymi porankami i wieczorami, niedomknietymi szufladami i przyslowiowymi skarpetkami meskimi porozrzucanymi po pokoju ;). Nim rozpoczne nowa prace mam 5 dni dla siebie, na rozpakowanie kartonow to wiadomo, ale postanowilam, ze wykorzystam te wolne dni na detoks, glodowke, post - jak zwal tak zwal. Nigdy tego nie robilam, ale czuje, ze tego wlasnie mi trzeba, pozbyc sie balastu. Rozpuscilam sie zywieniowo na maxa. O postepach i wynikach bede informowac na biezaco. (0) 11 11 2011 2011-11-11 18:41:18
Pomimo Narodowego Swieta to nie mogl byc dla mnie dobry dzien. Jako ze mieszkam na Zachodzie (u bylego zaborcy :P) musialam dzis pracowac, czyli w pocie czola odbierac i odpowiadac na maile, na "spokojnie" moderowac nerwowy meeting, spisywac mozliwe rozwiazania i sposoby optymalizaji procesow und so weiter... W porze obiadowej zrobili mi odkladana od miesiecy mamografie. Okropne badanie, krzyczalam kiedy zgnieciono moj biust i do teraz czuje sie jak przejechana traktorem. Niech mnie ktos przytuli. Wiem jakie to niezdrowe i mozliwe, ze samo w sobie wywoluje raka, ale musialam zrobic, bo od miesiecy nie daje mi spokoju pewne zgrubienie, ktorego ostatnie USG nie potrafilo sklasyfikowac. Dzisiejszy lekarz konowal potrzebowal 2 minuty, aby stwierdzic, ze on tam nic nie widzi i dowidzenia. Poprosilam o zdjecia, odmowil. Wkurzona poszlam do recepcji i zazadalam zdjec poniewaz chcialabym zasiegnac opinii innego lekarza majac w kieszeni komplet zdjec. Oczywiscie babeczce sie nie chcialo i probowala mnie zbyc tekstem, ze owszem przekaza zdjecia innemu lekarzowi, jesli on sie sam do nich zglosi. Co u diabla Rwamac? 3 lata tu mieszkam i tak sie nie dam zbyc o nie! Odparlam w typowo niemieckim stylu: w takim razie prosze mi pokazac gdzie takie postepowanie jest zapisane i z kim mam rozmawiac, aby dostac te zdjecia. Kobiecina wykonala niby jakis wazny telefon i za 4 minuty dostalam cd z kompletem zdjec. Niby sie powinnam cieszyc ze swojej asertywnosci i z tego, ze Dr. nic tam nie widzi, ale zgrubienie i tak nie daje mi spokoju. Zdecydowanie za duzo czasu spedzilam dzis w komunikacji miejskiej w otoczeniu smutasow, ksiezniczek z wozkami, darmozjadow systemu z rowerami blokujacymi przejscie, wynocha juz smigiem! Zdecydowanie mialam dzis w oczach laser zamiast wzroku. Z wiekem staje sie cyniczna wiem to jest grzech, pisali o tym na deonie i to trzeba leczyc. Wracajac do tematow zawodowych, poprosilam wlasciciela projektu o przeslanie mi nowej aktualizacji konzeptu projektu, po czym otrzymalam pytanie jako respond: a w jakim celu chce aktualizacje. Wiesz bo chce sobie wydrukowac i wytapetowac biuro, rwamac??? Thank God is friday. Jutro czeka mnie malowanie scian na bialo, niestety takie wymogi mieszkanie trzeba oddac nastepnym biale. W przerwie czeka mnie za to highligt tygodnia: bede sie uczyc robic szalik na drutach! :) Strasznie mi sie spobobalo jak tydzien temu babeczka w pociagu do mojego nowego kraju robila skarpetki na drutach. To musi byc fajne, kreatywne to sobie sproboje a co! skomentuj(0) Konsumpcjonizm vs. Minimalizm short version 2011-10-28 18:27:39
Dokladnie 3 lata temu przyjechalam do nowego kraju z 3 walizkami. Po 3 latach potrzebuje wynajac ciezarowke i zaloge do przeprowadzenia 3 urzadzonych pokoi do kolejnego nowego kraju. Jak to sie stalo, ze nagle mam szafe zawalona butami i torebkami, czesci z nich w ogole nawet nie nosilam... Pamietam jak kupilam tutaj sobie 1szy bezowy garnitur ze spodniami, reka mi sie trzesla jak musialam wydac te 73 euro. Niedlugo potem wpadlam w siec szafiarskich blogow i w wir online shopow oraz Ebaya. Dopiero teraz widze jak mocno uczestnicze w szale konsumpcji. Nie wspominajac o tym, ze odkad nie jezdze do pracy rowerem zamienilam rozmiar ubran z 36/38 na uwaga 40 ! Plazma zabiera mi tylko czas - czy Desperate Housewives wnosza cos pozytywnego w moje zycie? Wii - od zakupienia nie gralam, Tablet - zakurzony lezy i czeka, az go sprzedam na ebay. To czemu jestem wierna od 3 lat to stara odkupiona od dawnej kolezanki z pracy rozowa Motorola, zaden tam SmartPhone. Dzwoni, wysyla smsy ma kalendarz i budzik - mnie wystarcza do tej pory. Znajomi z aktualnej firmy oburzaja sie na jej widok i namawiaja na SmartPhona, twierdzac, ze ta pochodzi z czasow prehistorycznych. Niedlugo nie bede miec wyboru w nowej firmie kazdy dostaje na dzien dobry SmartPhona. Na jedno sie ciesze na Instagram, aplikacje, ktora zmienia normalne zdjecia w vintage. Jak juz bede wlascicielka nowego SmartPhona - nie chce zostac jedna z tych osob w komunikacji miejskiej, ktora gra w jakies bezsensowny kulki, po raz setny zaglada na Facebooka. Sciagne appy do nauki jezykow i jogi o! Ostatnio czytam blogi minimalistow i minimalistek i widze jak daleko jestem od tego stylu zycia, ktory jest zdrowszy i bardziej swiadomy tego co tu i teraz. (1) Let me sing you a waltz out of nowhere, out of my thoughts... 2011-10-25 15:23:54
Dokladnie 14 lat temu bedac na wycieczce objazdowej w Paryzu obiecalam sobie, ze nastepnym razem odwiedze to miasto z Mezczyzna Mojego Zycia. W ten weekend bylam tam z Mezczyzna, ktory mam nadzieje juz zostanie tym Jedynym. Okazja do wyjazdu byly jego urodziny. Swietowanie zaczelo sie zaraz po wyjsciu z TGV. Spokojnie usiedlismy w metrze, az tu nagle siedzaca obok nas Murzynka w bialym Tshircie bez stanika i jej kolega wlaczyli glosnik z muzyka i zaczeli po francusku rapowac, tanczyc na rurce. Po chwili zmienili repertuar na Shakire i w calym metrze rozbrzmiewalo soczyste Waka Waka. Jako rasowi turysci z przewodnikiem "Top 10 Paris" w reku bylismy wniebowzieci. To tak jakbym zamowila dla niego te piosenke na powitanie. Pogoda byla boska, bezchmurne niebo, jesienne slonce i lekki wiaterek. Pozwiedzalismy wiecej niz bylo zaplanowane, ale i zostawilismy sporo na kolejny wyjazd. Zeby poznac Paryz, wszystkie jego muzea, zabytki, dzielnice potrzeba pewnie z miesiac tam posiedziec jesli nie dluzej. Obiad na Montparnasse, kolacja na Montmarte - atmosfera nieco przypominala mi krakowska Bracka i Kazimierz :) Pyszne nalesniki z czym tylko sobie zapragniesz, salatki, wino jakblkowe Cidre i co najwazniejsze luz i sympatycznosc Francuzow. Od razu to poczulam, przyzwyczajona od lat 3 do spietych Niemcow i ich wykrzywionych ust ;) No dobra, poznalam tez wielu milych Niemcow czytaj moja obecna pracowa paczke programistow - sa niezasapieni i bede tesknic za praca z nimi, ich gitarami i wspolnym gotowaniem czy wieczorami przy winie. Zycie. (0) Oh oui je t’aime - Moi non plus 2011-09-09 11:28:40
Tak bardzo przywyklam do ciepla, slonca, sniadan na balkonie i wypadow nad jezioro czy basen, ze przestawienie sie na jesien przychodzi mi z trudem. Tyle zmian przed nami, ze troche opadlam z sil. Mimo, ze jestem na nie wszystkie otwarta, jakas czastka mnie chce przespac, przeczekac ten okres przejsciowy, pozegnanie w biurze, przeprowadzke, poczatek w nowej pracy. Nie da sie, musze odwaznie stawic temu czola. Poki co chowam sie pod koldre z kubkiem cieplej kawy, przegladam w necie setki oszalamiajacych zdjec z Paryza, gromadze filmy o Paryzu. Sama wizja wspolnego weekendu w tym miescie, ktory juz za miesiac dodaje mi nadziei i sprawia, ze choc moze i wygladam ostatnio nienajlepiej to w srodku cala sie ciesze na sama mysl. Po 13 latach znow bede oczarowana tym miejscem, ktore wtedy bylo dla mnie jak z calkiem innej planety. Po kolejnym filmie Allena, obejrzanym w ten weekend zamierzam chlonac kazda sekunde tam, nie omieszkam sie zatanczyc Charlstona na jednej z ulic Montparnasse ;) Zamierzam jesc teczowe macarons, przywiezc sobie wieze Eiffla, podziwiac ulicznych artystow, pic wino i radowac sie samym faktem bycia tam gdzie kiedys bywal Picasso, Modigiliani, Dali i inni wybitni artysci ;) Wszystkie najwazniejsze punkty miasta: Louvre, museum d'Orsay, muzeum erotyzmu, muzeum perfum Fragonarda, Wersal, bazylike Sacré-Cœur, wzgorze Montmarte, cmentarz Père Lachaise, wieze Eiffla, Luk trumfalny, Centrum Pompidou, dzielnice XX wieku La Défense , pola Elizejskie Champs-Élysées, Moulin Rouge - widzialam bedac tam za pierwszym razem. Tym razem nie bedzie na zwiedzanie az tyle czasu. Ukochany nigdy jeszcze nie byl w Paryzu, a ze to beda jego urodziny to nastawiam sie raczej nie na zwiedzanie, a na to, ze pokrecimy sie tu i tam. 2 dni temu snilo mi sie, ze fotografowalam wieze Eiffla :-D ciesze sie jak dziecko i jak dawno na nic. Oby nas tam tylko nie okradli... Gdzie sa moje sily witalne, wstawanie o godz 7 stanowi dla mnie ostatnimi dniami najwiekszy problem na swiecie! Trzy doslownie trzy budziki kazdy dzwoniacy w 10 minutowym odstepie czasu na mnie nie dzialaja :( Musze sie ogarnac! skomentuj(1) Changes 2011-09-06 18:31:30
Decyzja zapadla - od grudnia mieszkamy znow we dwoje TAM w nowym kraju, nowym miescie. Upatrzone mieszkanko z malym trawnikiem obejrzymy w weekend. Nowa praca pojawila sie jak za dotknieciem czarujacej rozdzki. Nowa firme troche znam, przeszla niedawno wielkie zmiany przez co sam team do ktorego dolacze nie wydal sie palajacy zbyt dobra energia, ale to mnie nie zniecheca. Szefowie sympatyczni, pelni dobrej energii, a to jest najwazniejsze. Frustraci maja problem ze soba i predzej czy pozniej odejda to kwestia czasu. Do pracy bede miec ok 10 min co bardzo sobie cenie bo wiem co to dlugie dojazdy do biura na przyklad w zimie... W poblizu pracy studio jogi, kilka restauracji - bedzie dokad pojsc sie wyciszyc, zrestartowac. (0) Dreams are my reality 2011 2011-08-13 00:36:37
Zmiany w biurze jakie zaszly w zimie okazaly sie nie takie zle jak mi sie wydawaly. Jak zwykle zniecierpliwienie wzielo gore, a wystarczylo odczekac, robic swoje, uczyc sie od innych i dac sobie i innym szanse. Kolezanki z pokoju okazaly sie w porzadku, kazda z nich przezyla nie jedna wielka zyciowa lekcje i z ta historia na swych barkach codziennie wstaja by punktualnie przed 9ta stawic sie w pracy i zarobic na to godne i lepsze zycie. Z czasem daze je coraz wiekszym szacunkiem, a i moja praca zostala doceniona. Po prawie 3 latach pracy w gospodarce szczegolnej, bo niemieckiej otrzymalam pisemna pochwale o ktorej nigdy w tym kraju mi sie nie snilo. No feedback is good feedback, tak myslalam i milo sie rozczarowalam. Po roku w tej pracy wiem i czuje jakie postepy zrobilam. Rok temu pocilam sie ze strachu na wewnetrznych meetingach, nie umialam jeszcze dobrze sie zorganizowac i efektywnie zarzadzac czasem pracy. Dzis kazdy meeting prowadze pewnie z usmiechem, moje relacje z project clients sa dobre. O tej firmie marzylam i tam nauczylam sie naprawde najwiecej do tej pory. Myslalam ze juz nigdy krakowska paczka z dawnej firmy sie nie powtorzy jakze sie mylilam. Nasz team powinien dostac zloty puchar za team work, integracje, efektywnosc i atmosfere. Nie wszystkie teamy u nas takie sa, kolejny raz mam szczescie. Czasem o czyms marze, zapominam o tym na miesiace, lata, a pewnego dnia to sie po prostu dzieje. Moge byc wdzieczna losowi za tak wiele, rodzine, kochajacego S., ktory moze okaze sie Mr.Right, zdrowie, prace, zyciowe przyjaciolki, podroze, ktore towarzysza mi prawie co miesiac, a ktorych jeszcze w planie tak wiele, cieple, przytulne mieszkanie, fotrografie, dobrze znane i calkiem nowe smaki, nature wokol mnie, rower, muzyke, joge i co najwazniejsze spokojny, gleboki oddech kazdego poranka. Zycie jest oddechem, zaczyna sie wraz z pierwszym i koncy wraz z ostatnim. Nie zapominajcie kochani kazdego dnia zatrzymac sie na kilka minut i po prostu skupic na swoim oddechu. To pomaga w kazdej sytuacji, pomaga skoncentrowac sie na tym momencie i tym miejscu w ktorym wlasnie jestesmy. Wciaz o wielu rzeczach marze i jestem pewna, ze predzej czy pozniej wiekszosc z nich sie spelni. Niedlugo spelni sie jedno z nich. Pare lat temu marzylam o tym, aby choc raz zobaczyc na wlasne oczy Szwajcarie. Kraj czekolady, Heidi, zegarkow, Alp, stalowych nozy, fondue, krow z wielkimi dzwonkami. Ten kraj wydawal mi sie zawsze jakis taki bajkowy, oderwany od reszty swiata. Od tamtego momentu minelo pare lat, kilka razy zwiedzalam rozne miasta w tym kraju, ale nigdy nie myslalam, ze wizja zamieszkania tam w ogole wchodzi w gre. Dzis stoje o krok od przeprowadzki TAM. Wszystko wskazuje na to, ze za kilka miesiecy spakujemy nasze niemieckie walizki, meble... w wielka ciezarowke i zaczniemy zycie tam RAZEM. Byc moze juz niedlugo bede pisac tego bloga z domeny ".ch". Codziennie ogladam setki zdjec z roznych szwajcarskich miast, niemiecko, francusko i wloskojezycznych. Bedzie podrozy ciag dalszy, juz WE DWOJE. Nie chcialabym zamknac naszego niemieckiego zycia na klucz, marzy mi sie malutkie mieszkanko w sercu Szwardzwaldu na weekendy, by moc odwiedzac bliskich nam ludzi stad. Do tego kroku jeszcze daleko, ale marze, znow marze, w glowie urzadzam balkon i oczami wyobrazni widze NAS na nim, przy blasku swiecy, grillujacych i pijacych wino, przy dzwiekach jazzu, oddychajacych tym gorskim, orzezwiajacym powietrzem... skomentuj(0) |